wtorek, 3 września 2013

Koszyk wiklinowy - bohater w moim domu


Jako nieuleczalna zbieraczka wszystkiego (przy każdej przeprowadzce zadziwiam taksówkarza ilością moich rzeczy) każdego dnia mojego życia staję przed problemem - gdzie to zmieścić? Szafy, szuflady, półki to jedna sprawa, ale co zrobić z tymi wszystkimi drobiazgami, które jakoś ciężko poukładać na półkach, które walają się po szufladach i giną w natłoku innych drobiazgów? W poszukiwaniu systemu przechowywania (język rodem z katalogu IKEI) ważne były dla mnie trzy rzeczy:

1) Łatwość dostępu. Lubię mieć wszystko na wierzchu, najlepiej tak bym nie musiała odkręcać żadnych pokrywek, podważać wieczek, ani nawet otwierać szuflad by dostać się do czegoś, czego używam prawie codziennie.
2) Uniwersalność. Na nic zda mi się pojemnik z mikroprzegródkami, kiedy chcę włożyć do niego parę małych rzeczy i jedną większą, bo akurat w takim zestawie ich używam.
3) Estetyczność. Wiadomo, że chciałabym, żeby cały ten mój bałagan przy okazji sprawiał chociaż wrażenie chaosu okiełznanego ładnymi ramkami.

Ameryki tutaj nie odkrywam, ale po niezbyt długich poszukiwaniach znalazłam pojemniki, które spełniają wszystkie powyższe warunki.
Koszyki wiklinowe.

Swoją kolekcję zaczęłam podkradzionymi mamie koszykami, które oryginalnie miały być osłonkami na doniczki. Ja wrzuciłam do jednego długopisy a do drugiego większą biżuterię, i w ten sposób rozpoczęłam misję porządkowania chaosu z pomocą wikliny. Dzisiaj koszyków jest więcej, a jedyne miejsce w moim mieszkaniu, gdzie jeszcze ich nie ma, to kuchnia. Ale to na pewno tylko kwestia czasu.




Koszyk po prawej jest moim zdecydowanym ulubieńcem, ma cztery przegródki i rączkę, której mało używam, ale bardzo mi się podoba. Jak widać mieszkają w nim różne kosmetyki, głównie tusze, kredki i kremy w podłużnych tubkach. Po lewej koszyk wyściełany materiałem - dobry na rzeczy, które mogą się zaczepiać o wystające źdźbła wikliny, a przy okazji daje możliwość zaczepienia czegoś o materiał - u mnie widać spinki do włosów.




Na kolczyki miałam zamiar kupić sobie stojak, ale nigdy się do tego ostatecznie nie zebrałam, więc opracowałam swój własny system korzystając z tego, co miałam pod ręką. Nie jest on doskonały, ale jak na razie się sprawdza, a jeśli ktoś ma mniej kolczyków niż ja (bardzo możliwe) to mógłby wieszać je po jednej parze, co zapobiegłoby ich mieszaniu się. W samym koszyku wrzucone są większe rzeczy na szyję - takie, które się raczej nie plączą. Wisiorki na cienkich łańcuszkach trzeba jednak powiesić, tutaj koszyk nie pomoże.




Ten mieszka na pralce i bardzo mi pomaga w mojej małej, nie obfitującej w półki, łazience.



W identycznym do tego koszyku trzymam również rzeczy do makijażu typu "płaskie" - pudry, palety cieni, róże.

Koszyki ze zdjęć pochodzą z różnych miejsc, moim ulubionym jest jednak TK Maxx. W tym sklepie ciężko jest mi znaleźć dla siebie ubrania, bo jest ich za dużo i przeważająca większość jest nie w moim stylu, ale kocham ich dział z wyposażeniem domu - wszelkie blachy, kubki, foremki, patelnie - no i koszyki. Jest ich dużo, są w najróżniejszych rozmiarach, a przy okazji można też złapać piękne zamykane pudełka.

Lubię też Pepco, taki dziwny sklep po którym nie wiadomo do końca czego się spodziewać bo zazwyczaj z frontu straszą tam ubranka dla dzieci, ale można znaleźć w nim dużo fajnych (i tanich!) rzeczy do domu.

Koszyki trafiają się też w różnych supermarketach.

Dla mnie są niezastąpione, i jeśli nagle namnoży mi się rzeczy na pewno pierwsze kroki skieruję do wyżej wymienionych miejsc i poszukam kolejnego idealnego koszyka.

4 komentarze:

  1. Ja właśnie choruję na taki koszyk z Pepco, tylko w środku mam materiałową wkładkę w kolorze wanilii w kropeczki. Jest dosłownie przepiękny i stałby u mnie na wierzchu nie tylko na ozdobę - miałabym łatwy dostęp do wszystkiego co tam wrzucę!

    OdpowiedzUsuń
  2. O, koszyk z kolczykami to całkiem fajny pomysł! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. w tk maxx tylko kosmetyki i właśnie rzeczy do domu, pod względem ubrań to dla mnie jeden wielki second hand :D

    OdpowiedzUsuń